Bieszczady – bez miodu

styczeń 20, 2007

Dzisiaj podejrzewam, że pojawią się tu przynajmniej trzy posty na trzy bardzo odmienne tematy.
Powiedzmy, że trzeźwiejące spojrzenie na rzeczywistość potrafi
uskrzydlić.
Na początek troszkę o moich stronach rodzinnych. Pozwolę sobie
przekleić bardzo stary tekst pochodzący m.in stąd.

BIESZCZADY 12 sierpnia przeprowadzaliśmy się do naszego nowego domu. Drzewa wokół niego wyglądają tak majestatycznie. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem…
14 października Bieszczady są najpiękniejszym miejscem na ziemi! Wszystkie liście zmieniły kolory: tonacje pomarańczowe i czerwone. Pojechałem na przejażdżkę po okolicy i zobaczyłem kilka jeleni. Jakie to wspaniałe! Jestem pewien, że to najpiękniejsze zwierzęta na ziemi. Tutaj jest jak w raju. Boże, jak mi się tu podoba.
11 listopada Wkrótce zaczyna się sezon polowań. Nie mogę sobię wyobrazić, jak ktoś może chcieć zabić coś tak wspaniałego jak jeleń. Mam nadzieję, że wreszcie zacznie padać śnieg.
2 grudnia Ostatniej nocy wreszcie spadł śnieg. Obudziłem się i wszystko było pokryte białą kołdrą. Widok jak na pocztówce bożonarodzeniowej. Wyszliśmy na zewnątrz, odgarnęliśmy śnieg ze schodów i odśnieżyliśmy drogę dojazdową. Zrobiliśmy sobie świetną bitwę śnieżną (wygrałem), a potem przyjechał pług śnieżny i znowu musieliśmy odśnieżyć drogę dojazdową. Kocham Bieszczady.
12 grudnia Zeszłej nocy znowu spadł śnieg. Pług śnieżny znowu powtórzył dowcip z drogą dojazdową. Po prostu kocham to miejsce.
19 grudnia Kolejny śnieg spadł zeszłej nocy. Ze względu na nieprzejezdną drogę dojazdową nie dotarłem do pracy. Jestem kompletnie wykończony odśnieżaniem. Pieprzony pług śnieżny…
22 grudnia Zeszłej nocy napadało jeszcze więcej tych białych ***. Całe dłonie mam w pęcherzach od łopaty. Jestem przekonany, że pług śnieżny czeka tuż za rogiem, dopóki nie odśnieżę drogi dojazdowej. Co za ***.
25 grudnia Wesołych, cholera. świąt! Jeszcze więcej śniegu… Jak kiedyś wpadnie mi w ręce ten *** od pługu śnieżnego…przysięgam, zabiję. Nie rozumię, dlaczego nie posypią drogi solą, żeby rozpuścila to cholerstwo.
27 grudnia Znowu to białe ***! napadało w nocy. Przez trzy dni nie wytknąłem nosa z wyjątkiem odśnieżania drogi dojazdowej za każdym razem, kiedy przejechał pług. Nigdzie nie mogę się dostać. Samochód jest pogrzebany pod górą białego ***. Meterolog znowu zapowiadał dwadzieścia pięć cm. tej nocy. Możecie sobię wyobrazić, ile to oznacza łopat pełnych śniegu?
28 grudnia Metereolog się mylił tym razem napadało osiemdziesiąd pięć cm. tego białego cholerstwa. Teraz to nie odtaja nawet lata. Pług śnieżny ugrzązł w zaspie, a ten łajdak przeszedł pożyczyć ode mnie łopatę. Powiedziałem już, że sześć już połamałem, kiedy odgarniałem to *** z mojej drogi dojazdowej, a potem ostatnią rozwaliłem o jego zakuty łeb.
4 stycznia Wreszcie wydostałem się z domu. Pojechałem do sklepu kupić coś do jedzenia i kiedy wracałem pod samochód wpadł mi cholerny jeleń i całkiem go pogruchotał. Narobił szkód na trzy tysiące. Powinni powystrzelać te *** zwierzaki. Że też myśliwi nie rozwali wszystkich w sezonie!!!
3 maja Zawiozłem samochód do warsztatu w mieście. Nie uwierzycie, jak zardzewiał od tej soli, którą posypują drogi.
18 maja Przeprowadziłem się z powrotem nad morze. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś, kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, możę mieszkać na jakimś zadupiu w Bieszczadach. ?
KONIEC !

Słowem komentarza. Powyższy tekst NIE jest tekstem humorystycznym nawet jeżeli takie były intencje jego autora i w większości odpowiada rzeczywistości (o ile pamiętam jak na razie tylko ten rok obył się bez zasp). Romantyczna wizja Bieszczadów przekłada się przede wszystkim na piękne zdjęcia, sezon letni (chociaż i wtedy pogoda zwykle kaprysi) i marzenia o wolności, które czasami powinny jednak pozostać marzeniami. Starcie z życiem tutaj potrafi być bardzo bolesne. Z drugiej strony znam wiele osób które się tutaj zaklimatyzowały i zostały na wiele lat… ale… Jeżeli jednak koniecznie pragniesz tu zamieszkać powinieneś się czytelniku przygotować na kilka kwestii.

Ad 1. Ziemia tu jest bardzo droga – szczególnie w miejscach lepiej zurbanizowanych ( w parku narodowym miejsca pod dom przecież nikt nie sprzeda) a w tych słebiej wiele najprostszych rzeczy może być pwoażnymi problemami.
Ad 2. Zarobki (jeżeli nie chcesz rozkręcać własnego biznesu) oscylują w granicach najniższej krajowej… da się z tego przeżyć ale o tym pewnie w którymś z następnych postów.
Ad 3. Bardziej optymistycznie tym razem. W większości miejsc bez problemu można podłączyć internet i inne media nawet, a Sanok jest chyba najlepiej zinformatyzowanym miastem jakie znam (w Krakowie są z tym często dużo większe problemy poza tym jakość łącz / cena wypada zdecydowanie na korzyść Sanoka)
Ad 4. Tutaj się pije dużo i często… im głębiej w Bieszczady tym więcej… i naprawdę skonsumowanie po 0.7 75% alkoholu i spokojne pójście do domu nie jest tu żadnym wielkim wyczynem… jednak kultura picia też zwykle (nie zawsze) w porównaniu do reszty Polski raczej na plus… ps. czasami za nieprzyjęcie poczęstunku można dostać za przeproszeniem w pysk – dotyczy tylko mężczyzn naszczęście.
Ad 5. Bezpieczeństwo…. To chyba najbezpieczniejszy region Polski jaki znam (przez Bieszczady rozumiem tereny na południe od Sanoka) liczba dresów na m2 stosunkowo niewielka a i hip hop też się tak bardzo nie rozplenił.
Ad 6 i jak na razie ostatni. Jeżeli powyższe pkt ci nie przeszkadzają znajdziesz tu najpiękniejsze w mojej subiektywnej ocenie miejsce do życia z niesamowitymi ludźmi ze wszystkich stron świata… które pomimo coraz większego skomercjalizowania jak na razie zachowuje swój specyficzny klimat.

PS. O samych górach napiszę prawdopodobnie w przyszłym tygodniu postaram się przywieść też kilka fotek z Komańczy (m.in tam pracuję). Co do powyższego tekstusSobota pracująca po dosyć mocnym piątku owocuje takimi wynurzeniami =;-)

PS. PS. Radia chętnie skosztuję :)


Powrót do korzeni – z lekką nutką dekadencji :).

styczeń 18, 2007

Sporej liczbie osób z tzw. “mojego kręgu kulturowego” :P folk kojarzy się przede wszystkim z muzyką celtycką lub irlandzką lub z muzyką proponowaną nam przez naszych dziadków i pradziadków ( ogólnie “skansenową”). Tę drugą ciężko czasami określić jako nadającą się do słuchania jednak… właśnie jednak dla osób które mają dość muzyki serwowanej przez media chciałbym zaproponować swoisty powrót do korzeni. Kapelka nazywa się “Żywiołak” i o ile mi wiadomo wydała na dzień dzisiejszy jedynie demo. Osoby zaangażowane w ten projekt współtworzyły m.in “Kapelę ze wsi Warszawa”. Co to i czym to się je? Przede wszystkim przytłaczająca fala dźwięków, bardzo mocno odczuwalny mroczny ciężki klimat klimat (wrażenie stricte subiektywne), nietypowe wykorzystanie elementów folkloru polskiego. W skrócie mocno polecam chociaż po przeprowadzonym próbkowaniu na losowo wybranej grupie znajomych zdaję sobie sprawę że bardzo niewiele osób może to przetrawić :) . Dla mnie osobiście spore znaczenie ma że muzyka została opublikowana na licencji Creative Commons czyli zarówno ściągnięcie jej, posiadanie i odsłuchiwanie jest w pełni legalne. Poniżej kilka linków.

Oficjalna Strona Zespołu
Stąd można pobrać demo – o tym serwisie pewnie jeszcze napiszę :)

PS, Na stronie oficjalnej można znaleźć utwór Psychoteka – dla mnie coś wspaniałego i naprawdę polecam :)


Słowem wstępu

styczeń 18, 2007

Witam zabłąkanych, w zamierzeniu blog ten ma być suplementem poprzednich. Czym się będzie różnił? Przede wszystkim formą, większym sprecyzowaniem tematyki, w szczegółach? Postaram się tu czasem napisać tekst odnośnie muzyki (specyficzny gust podejrzewam), polityki (jeszcze bardziej) religii (tu kilka osób pewnie by mnie spaliło na stosie ;) ) oraz m. in. a może przede wszystkim gór i życia w nich oraz ich sąsiedztwie. Mam też nadzieję że nikogo nadmiernie nie zirytuje styl mojej wypowiedzi. ;) Pozdrawiam.

 

PS. Kategorie wpisów dobrane są dosyć przypadkowo podejrzewam że w najbliższym czasie się wyklarują.